5 grudnia 2016

5. Jak spakować kosmetyki i płyny do bagażu podręcznego?


Witajcie.
   Powracam znowu po jakiejś giga przerwie. Nie mogę się jakoś zebrać do kupy. Miałam na głowie pracę, studia i różne inne rzeczy, więc blogowanie poszło w odstawkę. Aktualnie mam trochę wolnego czasu, bo zakończyłam staż pracy w służbach mundurowych i będę się wkrótce ubiegać o przyjęcie do policji. Zobaczymy, czy zdam te wszystkie testy, co mnie przeraża. Ale wracając do notki... Ostatnio ciągle podróżowałam, gdy miałam wolne dni i jakoś tak naszedł mnie pomysł, by podzielić się z Wami moimi sposobami na spakowanie się. Wiem, że wiele osób nie wie kompletnie, jak to robić i co ze sobą zabrać, więc może komuś się to przyda.
   Dzisiaj przygotowałam post, w którym opowiem o tym, jak spakować kosmetyki i płyny do bagażu podręcznego. Ja ostatnio leciałam Ryanair'em, jak wiecie, czy nie wiecie są to jedne z najtańszych linii lotniczych i moim zdaniem są naprawdę w porządku. Mój cel podróży to Madrid - Cadiz.

Bagaż podręczny - jakie musi mieć wymiary?

   Ja wyjeżdżam na 9 dni więc zabieram ze sobą tylko bagaż podręczny, który niestety ma określone wymagania, a mianowicie: wymiary: 55 x 40 x 20 cm do 10 kg oraz można wnieść na pokład samolotu małą torebkę o wymiarach: 35 x 20 x 20 cm. Można oczywiście dokupić bagaż rejestrowany. Spakujecie do niego wszystkie te rzeczy, których nie możecie mieć w bagażu podręcznym. Między innymi płyny w postaci większej niż 100 ml. Ja jednak zajmę się dzisiaj bagażem podręcznym, bo taki ze sobą zabieram. Tutaj odnośnik do bagażu w Ryanairze -->klik<--

Płyny i kosmetyki w bagażu podręcznym

   Dozwolone jest przewożenie płynów w bagażu podręcznym, jednak objętościowo wszystkie płyny nie mogą przekraczać 1 litra i muszą zostać ulokowane w pojemniczkach o pojemności do 100 ml. Należy wszystkie płyny, ciecze spakować do przezroczystej torebki o wymiarach 20 x 20 cm i muszą one zamknąć się w tej torebce. Chodzi tutaj o to, by wyjąć ową torebkę do kontroli. Dla nas jest to również pewne zabezpieczenie, gdyż będziemy bezpieczni, iż żaden płyn nie wyleje się nam na zawartość naszej walizki. Co zwykle zabieram? U mnie wygląda to tak:


  Do 100 ml pojemniczków wlałam żel, szampon i balsam, jako że jestem alergikiem muszę używać tylko sprawdzonych produktów, które mnie nie uczulają. Zabrałam ze sobą również w takich maleńkich pojemniczków zakupionych w Rossmanie (ale i każdej drogerii) krem oraz odrobinę podkładu, który wystarczył mi na te 9 dni. Cały szklany podkład zajmuje więcej miejsca, jest cięższy, więc maleńkie pudełeczko jest świetnym rozwiązaniem. Zakupiłam również antyperspirant w kulce, który liczy 50 ml, tusz do rzęs, balsam do ust, pastę do zębów, perełki brązujące, puder sypki, jedne cienie do powiek, dwa pędzle i szminkę w kolorze ostrego różu. Oczywiście możecie zakupić mini produkty w drogeriach, które są właśnie specjalne do samolotu - bagaży podręcznego. Ja jednak z nich zrezygnowałam, gdyż jak wspomniałam niektóre produkty mnie uczulają, to również nie ma zbyt wielkiego wyboru w tych mini produktach. Lepszym rozwiązaniem jest zakup pustych buteleczek i przelanie płynów. Ekonomicznie, ale i przyda się na raz następny.

Produkty, które zabieram ze sobą:
- szampon CeCe Salon
- balsam do ciała ISANA granat i figa
- żel do mycia hipoalergiczny Biały Jeleń
- antyperspirant w kulce Nivea
- pasta przeciwpróchnicza Ziaja
- perełki brązujące Avon
- tusz do rzęs Rimmel
- szminka w kolorze różu Kate Moss for Rimmel, kolor 20
- balsam do ust Zmysłowa Wiśnia Bielenda
- cień do powiek brązowy Catrice
- podkład 3in1 MaxFactor odcień 47
- krem Bambino
i jeszcze zamierzam kupić jakieś perfumy w objętości 30-u ml, gdyż nie chcę brać 100 ml perfum.

No i to byłoby na tyle.
Postaram się pisać trochę więcej postów, o ile ktoś jeszcze tutaj zagląda.
Trzymajcie się ciepło!





8 września 2016

5. Halo, jest tu ktoś?

Witam wszystkich przybyłych do mojego blożka, 
którego reaktywuję!


Wiem, że ostatni post jest z marca, ale zamierzam powrócić tutaj po prawie półrocznej przerwie. Szczerze mówiąc zaglądałam tutaj czasami, jednak nie miałam czasu, by pisać posty. Otóż głównym powodem były studia, a mianowicie studia oraz pisanie mojej autorskiej książki.
Taak, piszę opowiadania. W zasadzie napisałam już kilka, ale tym razem próbuję stworzyć coś wielkiego, jeśli się uda. Napiszę o tym wkrótce, jeśli ktoś będzie zainteresowany. Jak na razie, to powiem tyle: kończę pracę nad książką i później rozpocznę pracę nad okładką, szatą graficzną, jak i całym procesem wydania. Zobaczymy, czy mi się uda. Robię wszystko na własną rękę i z własnej kieszeni, bo wydawnictwo było mi w stanie zaproponować ofertę, w której to ja musiałabym pokryć połowę kosztów, czyli jakieś 10 tysiaków, a że jestem biednym studentę, to jednak za wcześnie, by inwestować takie pieniądze w jakieś opowiadanko. Ale co tam, przynajmniej może samej uda mi się spełnić jedno z marzeń. Życzcie mi szczęścia i wytrwałości, bo to kosztuje mnie naprawdę wiele pracy, nerwów i wysiłku! Będę wdzięczna.



(Nie)pamięta ktoś może, jak pisałam o moim kocie, którego jeszcze nie miałam? W marcu wspominałam, że w kwietniu wybieram się po wyczekiwanego kociaka. Musiał odbyć wszystkie szczepienia, odrobaczenia i zostać zaczipowany, bym zabrała go do swojego domku. No i jest! Jasper! (bo tak go nazwałam po wielotygodniowych, wcześniejszych poszukiwaniach imienia, z resztą nawet opublikowałam w tym temacie post). Mój kociak jest norwegiem, to znaczy kotem rasy norweski leśny. Są to jedne z największych kotów domowych, zaraz po Maine Coon'ach. Mogą ważyć nawet do 8 kg(!) Mój Jasper ma dopiero 7 miesięcy, a wygląda jak mini tygrys! Naprawdę, słowo daję. Jest bardzo długi, jego tylne nogi są nieco wyższe od przednich i mocno zbudowane, co wyróżnia właśnie tę rasę. Norwegi chodzą z postawionym ogonem ku górze, co naprawdę świetnie wygląda. Występują w przeróżnych kolorach. Mój jest pręgowany klasycznie, przez co troszeczkę przypomina rysia. Jego końcówka ogona jest biała, jak i ma białe "skarpetki". Jest naprawdę energicznym kotkiem. Musiałam schować wszystkie rzeczy, które mógłby strącić, wspinając się po półkach i szafach. Uwaga na kwiatki doniczkowe, bo te koty też uwielbiają je zrzucać, w szczególności orchidee. Coś o tym wiem... 

Co ciekawe, mój kot chodzi na smyczy. :D
Może się to wydać trochę absurdalne, bo tak większość ludzi reaguje. Wzięła baba kota na smycz. Toż to nie pies!
A jednak Jasper jest trochę jak pies. Bywa, że wyje pod drzwiami i prosi się, by założyć mu smycz. Oczywiście spacer wygląda nieco inaczej, niż z psem, ale można tego kota nauczyć, naprawdę. Koty są bardzo ciekawskie i muszą wszystko powąchać, wszystkiemu się przejrzeć, przez co nie można biegać z kotem, czy po prostu chodzić, jak z psem. Wspomniałam, że mój kot aportuje? Nie? No więc, tak, potrafi aportować.

Dobra, to jak na razie tyle. Postaram się tutaj coś wrzucić niebawem. Może jakiś przepis/przydatny post/recenzję/znaleziska z second-handu (?) Krzyczcie, jeśli chcesz ktoś o czymś poczytać. A może znowu koty? :D
Ginger mru-mruczymy